Uciekali z płonącego domu, teraz nie mają gdzie wracać. Ruszyła pomoc dla pogorzelców
Siedmioosobowa rodzina z Drozdówka (gmina Karnice) straciła dach nad głową. Pożar wybuchł w piątek wczesnym rankiem, około godziny 4:00, gdy wszyscy jeszcze spali. Uciekali z płonącego domu z tym, co mieli. Nie było czasu na ratowanie dobytku. Niestety budynek nie nadaje się do zamieszkania, a rodzina państwa Mruków prosi o wsparcie charytatywnej zbiórki.
Nowy rok dla rodziny państwa Mruków z Drozdówka rozpoczął się w tragiczny sposób. Wczesnym rankiem, w piątek 2 stycznia, w ich domu wybuchł pożar. Ogień pojawił się na dachu, na niezagospodarowanej części budynku. Było około godziny 4:00, więc wszyscy jeszcze spali. Rodzinę zaalarmowała pani Sandra, która usłyszała lecące odłamki dachu i zobaczyła dym.
- Przebudziłam się w nocy i coś mi nie pasowało. Słyszałam jakieś dziwne dźwięki, tak jakby coś spadało z dachu. W drugim pokoju zobaczyłam dym. Zaczęłam wszystkich budzić i uciekliśmy – opowiada w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24 Sandra Mruk.
W domu państwa Mruków mieszka siedem osób, ale budynek podzielony jest na dwa mieszkania – na parterze i na poddaszu. Druga część budynku – ta, od której rozpoczął się pożar – jest niezagospodarowana.
- Ja wtedy spałem. Obudziłem się, bo słyszałem, że jest jakieś zamieszanie w domu. Wyjrzałem zza drzwi, a oni krzyczą: „uciekajcie!” – relacjonuje Marian Mruk.
Rodzina wspomina, że ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Nie było szans, by cokolwiek ratować. Wybiegli tylko z tym, co mieli. Na piżamę zarzucili kurtki i w mrozie oczekiwali na przyjazd strażaków.
Niestety, niemal wszystko spłonęło. Dokumenty, ubrania czy meble – tego rodzina Mruków już nie odzyska. Na domiar złego w pożarze najprawdopodobniej zginęły ich pupile – pies i trzy koty. Od momentu tego tragicznego zdarzenia nie wiadomo, gdzie są, a wejście do budynku na ten moment jest niemożliwe. Wszystko nadaje się do rozbiórki.
- Mieliśmy nadzieję, że tam jeszcze wrócimy. Że jednak się uda. Że nie będzie aż tak źle. Ale niestety – mówią z żalem poszkodowani mieszkańcy. Teraz wszyscy musieli się rozdzielić i poszukać swojego tymczasowego lokum u rodziny.
- Straciliśmy swój cały dorobek życia. Latem robiliśmy tutaj remont. Był nowy dach, nowa elewacja, a teraz wszystko na nic – dodaje Robert Mruk.
Pogorzelcy z Drozdówka uruchomili zbiórkę charytatywną. Darczyńcy przekazali rodzinie już prawie 30 tys. złotych. To niestety dopiero kropla w morzu ich potrzeb, bo najprawdopodobniej konieczna będzie budowa domu na nowo. Jednak w tym trudnym czasie nie są sami. Wspiera ich rodzina, mieszkańcy, a także parafia. W najbliższą niedzielę po mszach świętych w kościele w Konarzewie odbędzie się zbiórka do puszek.
Choć początek nowego roku był dla rodziny Mruków niezwykle trudny, to pomoc i wsparcie okazane przez innych dają im nadzieję, że najgorsze jest już za nimi. Teraz wierzą, że z czasem uda się stanąć na nogi i odbudować to, co zostało stracone.
Komentarze (0)
Poznaj opinie mieszkańców.
Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!