Latem to miejsce tętniło życiem. Teraz ogień strawił niemal wszystko. „Nie wiemy, co dalej”
- Na ten moment nie wiemy, co dalej. Do wakacji na pewno się nie odbudujemy – mówi w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24 Szymon Opasała, syn właścicielki domków wypoczynkowych, które niemal doszczętnie spłonęły na początku ubiegłego tygodnia w Pogorzelicy. Z ogniem walczyło łącznie 18 zastępów straży pożarnej. Obecnie na miejscu trwa wielkie sprzątanie.
Do zdarzenia doszło we wtorek, 3 lutego, przy ul. Wojska Polskiego w Pogorzelicy (gmina Rewal). Pożar objął domki wypoczynkowe znajdujące się w zabudowie szeregowej. W kulminacyjnym momencie z ogniem walczyło 18 zastępów straży pożarnej.
- Gdy wybuchł pożar, byliśmy w domu. Mieszkamy tutaj niedaleko. Zobaczyliśmy dym unoszący się z kratek wentylacyjnych dachu. Zadzwoniliśmy po straż pożarną, ale to wszystko było już na takim etapie, że niewiele udało się uratować – mówi w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24 Szymon Opasała, syn właścicielki obiektu.
Nasz rozmówca wyjaśnił, że domki pełniły funkcję sezonowych pokojów na wynajem. Część obiektów należy mamy pana Szymona, natomiast druga część – do innego właściciela. Jak opowiada dalej nasz rozmówca, był to biznes prowadzony z pokolenia na pokolenie, od lat 90. Niestety, pożar zmienił wszystko.
- Na razie musimy to wszystko posprzątać. Robimy segregację poszczególnych materiałów i wywozimy to. Na ten moment nie wiemy, co dalej i jak będzie wyglądał sezon letni. Do wakacji na pewno się nie odbudujemy – mówi z żalem syn właścicielki obiektu.
Odbudowa po pożarze to nie tylko kwestia strat materialnych, ale także ogromne obciążenie psychiczne. Właściciele muszą dziś zmierzyć się nie tylko z porządkowaniem terenu, lecz również z emocjami po dramatycznych wydarzeniach.
- To dla nas bardzo trudna sytuacja. Cały czas mamy to wszystko przed oczami. Najgorszy jest widok tych spalonych domków i spalonych rowerów, bo funkcjonowała tutaj również wypożyczalnia – mówi pan Szymon. Pytany o przyczynę pożaru, przypuszcza, że było to zwarcie jakiegoś urządzenia elektrycznego. Ze względu na skalę zniszczeń, będzie to jednak trudne do ustalenia.
Mimo wyzwań i ogromnych kosztów związanych z przyszłym remontem obiektu, właściciele zdecydowali się nie uruchamiać zbiórki charytatywnej. – Są ludzie w większej potrzebie. My damy sobie jakoś radę. Mamy, gdzie spać, mamy, co jeść, więc nie będziemy organizować takiej zbiórki – tłumaczy nasz rozmówca.
Choć właściciele nie zdecydowali się na zbiórkę finansową, każdy, kto chciałby okazać wsparcie, może pomóc w inny sposób – choćby przy porządkowaniu terenu po pożarze czy organizacyjnie. Każda forma zaangażowania z pewnością będzie dla nich cenna, zwłaszcza że w wyniku pożaru stracili znaczną część swojego sezonowego, letniego źródła utrzymania.
Komentarze (0)
Poznaj opinie mieszkańców.
Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!