„Oni uratowali mi życie”. Kulisy historii, która poruszyła naszych mieszkańców

2026-02-15 12:55
Karol Szumny
2026-02-15 12:55

- Muszę przyznać, że wygrałem w lotka, bo jak inaczej zrozumieć, że w jednym miejscu, o tym samym czasie, znalazły się cztery osoby potrafiące udzielić pierwszej pomocy – mówi w rozmowie z reporterem SUPERPORTALU24 poszkodowany mieszkaniec Gryfic, który 5 lutego przy ul. Kościuszki stracił przytomność i doszło u niego do zatrzymania akcji serca. Dzięki reakcji przechodniów – Łukasza Uldynowicza, a później również Karola Beszczyńskiego – a także policjantów Jacka Lubochońskiego i Mateusza Bicza oraz ratowników medycznych, życie 60-latka udało się uratować. Poznaliśmy kulisy historii, która w ostatnim czasie poruszyła mieszkańców nie tylko Gryfic, ale całej naszej okolicy.

ZDJĘCIE 1 z 3

Dramatyczna walka o życie

Był czwartkowy poranek, 5 lutego 2026 roku. Mieszkaniec Gryfic, Łukasz Uldynowicz, szedł do pracy w kierunku ulicy Wiejskiej. W pewnym momencie przy jednym z bloków zauważył mężczyznę, którego poruszanie się wydawało się niepokojące.

- Ten pan miał problemy z koordynacją, można powiedzieć, że się zataczał. Wydawało mi się, że po prostu jest ślisko i dlatego tak idzie. Zapytałem go, czy wszystko w porządku. Odpowiedział, że tak. Ale chwilę później, gdy się odwróciłem, zobaczyłem, że ten mężczyzna osunął się na ziemię – opowiada w rozmowie z SUPERPORTALEM24 Łukasz Uldynowicz.

Nasz rozmówca szybko podbiegł do poszkodowanego i sprawdził czynności życiowe. – Wtedy ten pan jeszcze oddychał. Puls miał słaby. Zadzwoniłem pod numer alarmowy. Na polecenie dyspozytora ułożyłem tego pana w pozycji bezpiecznej. Niestety, chwilę później poszkodowany przestał oddychać – relacjonuje dalej mieszkaniec Gryfic.

Łukasz Uldynowicz przystąpił do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Jak mówi, zna te czynności, ponieważ jest ratownikiem wodnym. – Nie ukrywam, że nie jest to łatwa sprawa. Jest to bardzo męczące. Na szkoleniach zazwyczaj jest manekin, miła atmosfera i wszystko jest spokojniejsze. A w takich realnych sytuacjach jest zupełnie inaczej – zwraca uwagę nasz rozmówca.

Na szczęście do pomocy panu Łukaszowi ruszył jeden z kierowców – Karol Beszczyński – który na co dzień pracuje w gryfickim szpitalu jako ratownik medyczny. Wracał akurat z nocnej zmiany. Mieszka w Koszalinie, więc kierował się w stronę wyjazdu z Gryfic.

- Byłem po nocnym dyżurze i wracałem do domu. Podwoziłem jeszcze koleżankę na dworzec. Jadąc samochodem, zobaczyłem, że jakaś osoba leży na chodniku i ktoś udziela jej pomocy. Zaparkowałem auto i podbiegłem tam. Sytuacja wyglądała naprawdę poważnie. Rozpoczęliśmy wspólną reanimację – opowiada w rozmowie z naszym reporterem Karol Beszczyński.

Pomocy udzielali także policjanci Wydziału Ruchu Drogowego z Komendy Powiatowej Policji w Gryficach – asp. Jacek Lubochoński oraz sierż. Mateusz Bicz – którzy przejeżdżali tamtą drogą i zobaczyli, że na chodniku trwa walka o życie.

„Mundurowi, widząc całą sytuację, niezwłocznie przystąpili do działania i natychmiast ruszyli z pomocą. Asp. Jacek Lubochoński oraz sierż. Mateusz Bicz zabezpieczyli miejsce zdarzenia oraz pomogli mężczyźnie, mieszkańcowi Gminy Gryfice, w udzieleniu pierwszej pomocy przedmedycznej, prowadząc naprzemiennie resuscytację 60-latka” – podała gryficka policja w komunikacie.

- Miałem wrażenie, że cała ta sytuacja trwała wieki – kontynuuje mieszkaniec Gryfic, Łukasz Uldynowicz. – A tak naprawdę od mojego telefonu na pogotowie do przyjazdu karetki minęło tylko siedem minut – dodaje.

Najważniejsza jest reakcja

Nasz rozmówca podkreśla, że nie czuje się bohaterem. Zwraca jednak uwagę, jak ważna jest reakcja, gdy widzimy, gdy dzieje się coś niepokojącego. – Lepiej dwa razy zapytać i ewentualnie zostać wyśmianym, niż przeczytać później w gazecie, że komuś się coś stało. Bohaterem się na pewno nie czuję. Według mnie to powinien być nie tyle obowiązek, a chęć niesienia pomocy innym. Każdy powinien wiedzieć, jak reagować w takich sytuacjach – mówi Łukasz Uldynowicz.

- Jest to na pewno miłe uczucie, że mogło się komuś pomóc. Zdobyta wiedza i doświadczenie w mojej pracy w szpitalu pozwoliły mi zachować spokój i właściwie zareagować w tej sytuacji. Chciałbym również zwrócić uwagę, jak ważne są defibrylatory AED w przestrzeni publicznej, gdyż tutaj był bardzo potrzebny – dodaje Karol Beszczyński.

Po dojeździe zespołu ratownictwa medycznego i dalszych czynnościach ratujących życie poszkodowany mężczyzna został przetransportowany do szpitala. Tam przeszedł kolejne badania.

„Zawrócili mnie z tamtej strony”

Naszemu reporterowi udało się porozmawiać z poszkodowanym 60-latkiem. Ze względu na całą sytuację, chce pozostać anonimowy. W rozmowie telefonicznej przyznaje, że całe to zdarzenie to jak „wygrana w totolotka”. W miniony piątek opuścił już szpital i powoli dochodzi do zdrowia.

- Z tamtego, jak i następnego dnia nic nie pamiętam. Obudziłem się dopiero w szpitalu w Szczecinie. Pierwszy dzień spędziłem w szpitalu w Gryficach. Tym, którzy przyczynili się do zawrócenia mnie z drogi na tamtą stronę, a raczej powrotu z tamtej strony, czyli panom: Łukaszowi, Jackowi, Mateuszowi, Karolowi, jak i zespołowi karetki już podziękowałem. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem – mówi 60-latek z Gryfic.

- Dyskusja, czy ktoś się wylansował na ratowaniu akurat mnie, jest niepoważna. Właśnie od tych, którzy zostali przeszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy, powinien iść przykład, tak jak to się stało w moim przypadku. Nie ma znaczenia, czy ma na sobie kurtkę, mundur, czy też uniform ratownika. Gdyby nie ta pierwsza czwórka, mógłbym nie doczekać przyjazdu ratowników. Trzeba tu jeszcze dodać, że sama prawidłowo wykonana reanimacja dla jednej osoby jest ogromnym wysiłkiem – dodaje nasz rozmówca.

- Muszę przyznać, że wygrałem w lotka, bo jak inaczej zrozumieć, że w jednym miejscu, o tym samym czasie, znalazły się cztery osoby potrafiące udzielić pierwszej pomocy, a chwilę później dołączył zespół karetki. Myślę, że przełożeni powinni wyróżnić swoich podwładnych, tak jak my w zakładach premiujemy najlepszych pracowników. Oby każdy miał takiego farta, jak ja w ubiegły czwartek – podsumowuje uratowany 60-latek.

To wydarzenie to nie tylko opowieść o szczęściu. To przede wszystkim dowód na to, jak ogromne znaczenie ma znajomość zasad pierwszej pomocy i gotowość do działania. Każdy z nas może kiedyś znaleźć się w podobnej sytuacji – jako osoba potrzebująca pomocy albo ta, która jej udziela. Od naszej reakcji może zależeć czyjeś życie.

Komentarze (2)

Poznaj opinie mieszkańców.

CZYTAJ OPINIE I KOMENTUJ PONIŻEJ

Dodaj komentarz. Pamiętaj! Szanujmy się, hejtowanie jest karalne!

Zen

odpowiedz
15.02.2026 14:22

Szkolenia pracowników z Udzielanie pierwszej pomocy winno być obowiązkiem każdej firmy…

stąd

odpowiedz
15.02.2026 15:35

Czasem można mieć szczęscie spotkać LUDZI,którzy nam pomogą-tak jak bohaterowie tej dobrej historii.Dobrze,że tacy są. Zasługują na szacunek.